Lunch między Medyną a Kartaginą

Wycieczka Hammamet: Kartagina, Sidi Bou Said i medyna w Tunisie z lunchem (z Get Your Guide, nie TUI, bo prawie dwa razy taniej) okazała się świetnym pomysłem. Pierwsze godziny w Medinie nas jednak nieźle przetyrały i nawet nie wiem, kiedy zza starych murów zaczął na mnie łypać głód…

Na szczęście gdzieś między plątaniną uliczek Medyny, w drodze do ruin Kartaginy, przychodzi wreszcie czas na lunch. Idziemy do dosyć sporej restauracji, która znajduje się po drodze i jest znana z tego, że jest bezpieczna dla zagranicznych turystów. Mimo że jedzenie uliczne wygląda atrakcyjnie, to nie jest odpowiednie dla mojego żołądka. Zresztą przewodnik parę razy przypomina, że nasze europejskie żołądki mogą nie przyjąć najlepiej lokalnych specjalności prosto z ulicznych straganów, a nie chcemy nikogo porzucić pod jedną z łaźni publicznych i odbierać za 5 godzin…

Co na obiad w Tunezji?

Lunch to gotowy zestaw obiadowy. 

Tym lepiej, bo przy tej temperaturze nie mam siły ani ochoty zjeść wielkiego posiłku, ale nadal chcę spróbować kilku prostych, tunezyjskich rzeczy. W końcu w podróżowaniu jedzenie to jedna z najlepszych rzeczy oraz, oczywiście część poznawania kultury od kuchni ;)

Zatrzymujemy się w restauracji The Rooftop, gdzie za 9 euro możemy zamówić set menu, czyli zestaw kilku gotowych elementów-małych dań (sałatka, przystawka, danie i deser).

Na początek dostajemy sałatkę ze świeżych warzyw - prostą tunezyjską sałatkę, w której znajdują się pomidor, ogórek, trochę kukurydzy i cebuli oraz kawałek tajine tunisien (czytane ta-żin).

Tutaj uwaga, bo nazwa może być trochę myląca, jeśli wcześniej jadło się tajine w Maroku. Tutaj nie ma jednak charakterystycznego glinianego naczynia ani długo duszonego w nim mięsa. Tunezyjski tajine przypomina raczej omlet albo zwartą frittatę: jajka, ziemniaki, zioła i inne dodatki zapieka się razem, a następnie kroi na mniejsze kawałki. Dostaję niewielką porcję dokładnie taką jak na zdjęciu poniżej:

Daniem głównym jest kopczyk kuskusu, kawałek kurczaka, warzywa chyba gotowane albo pieczone, tego nie jestem w stanie rozstrzygnąć, oraz połówka jajka na twardo. Całość jest prosta, wyraźnie orientalnie przyprawiona i lekko pikantna. Zdecydowanie nie jest to najbardziej instagramowe danie świata, ale za to jest naprawdę smaczne, sycące i skutecznie zapełnia brzuch przed dalszym zwiedzaniem.

Na koniec dostajemy deser: małe, bardzo słodkie ciasteczka oblepione sezamem, z czymś, co smakiem przypomina mi figowe nadzienie po 1-2 ciastka na głowę. Do tego szklanka intensywnej, gorzkawej, ale jednocześnie bardzo dobrej herbaty z liściem mięty. Połączenie konieczne, by nie zasłodzić się kleistym ciastkiem.

Sycący, różnorodny posiłek. Nic więcej nam nie potrzeba przed Kartaginą. Jeszcze tylko szybka kawa za 7.5 dinara, albo kto woli 2 euro i możemy ruszać dalej.

Komentarze