Hiszpania bardzo łatwo wpada w dwie szufladki: Barcelona albo plaża. Ewentualnie jeszcze tapas, sangria i zdjęcie z palmą. Tylko że to jest strasznie mały wycinek kraju, który ma pustynie, góry, zieloną północ, miasta z arabską historią, średniowieczne miasteczka nad morzem, futurystyczną architekturę i regiony, które językowo, kulinarnie i krajobrazowo potrafią być zupełnie inne. Hiszpania nie jest jednorodna, piękna. Bardziej zbiorem mocnych kontrastów, które są fascynujące, że można je zmieścić w jednej podróż lub zaplanować na kilka mniejszych
Dlatego zamiast pisać kolejny tekst o tym, że warto zobaczyć Barcelonę, wolę przejść przez kilka regionów, które pokazują Hiszpanię szerzej: Andaluzję, Katalonię poza samą Barceloną, Kraj Basków, Galicję, Walencję i kawałek północy z górami. Jako pomysł na to, jak wybrać kierunek pod własny styl podróży. Bo zupełnie inaczej planuje się tydzień w Andaluzji, inaczej objazd po Costa Brava, a jeszcze inaczej wyjazd do Galicji, gdzie zamiast suchego upału dostajesz zieleń, deszcz i owoce morza.
Andaluzja - Sewilla, Granada i pustynia Tabernas
Andaluzja jest jednym z najbardziej turystycznych regionów Hiszpanii, ale akurat tutaj popularność nie wzięła się z niczego. Masz plaże Costa del Sol, białe miasteczka, góry Sierra Nevada, miasta z historią Al-Andalus i tak mocne zabytki, że trudno przejść obok nich obojętnie. Sewilla, Granada i Kordoba wystarczyłyby na osobną podróż, a to nadal nie wyczerpuje tematu.
W Sewilli najważniejszym punktem jest Real Alcázar, czyli pałacowy kompleks, który świetnie pokazuje mieszanie wpływów muzułmańskich i chrześcijańskich. Jeśli oglądaliście Grę o Tron, możecie kojarzyć go jako filmowe Ogrody Wodne Dorne. Tylko nawet bez serialowego skojarzenia Alcázar robi wrażenie: dziedzińce, ornamenty, ogrody i ta ilość detalu, przy której człowiek przestaje udawać, że „szybko rzuci okiem”.
Granada to osobna historia, głównie przez Alhambrę. Ten kompleks pałacowo-obronny był związany z dynastią Nasrydów, czyli ostatnim muzułmańskim królestwem na Półwyspie Iberyjskim. Alhambra nie jest jednym pałacem do obejścia w pół godziny, tylko całym światem murów, dziedzińców, ogrodów, widoków i bardzo precyzyjnej architektury. Generalife było letnią rezydencją władców, a Albayzín, dawna mauretańska dzielnica Granady, do dziś pozwala spojrzeć na Alhambrę z drugiej strony miasta. To jedno z tych miejsc, gdzie naprawdę warto kupić bilety wcześniej, bo spontaniczność potrafi skończyć się staniem pod bramą bez wejścia.
Andaluzja ma też mniej oczywistą twarz, czyli pustynię Tabernas w prowincji Almería. To brzmi zaskakująco, bo Hiszpanię częściej kojarzy się z plażami niż z półpustynnym krajobrazem, ale właśnie tam kręcono mnóstwo westernów. W okolicy działają miasteczka filmowe, m.in. Fort Bravo, Oasys MiniHollywood i Western Leone. Fort Bravo stawia bardziej na westernowy klimat, pokazy i scenografię. Oasys MiniHollywood jest większe, ma też zoo i część basenową, więc dla rodzin z dziećmi może być sensowniejszym wyborem. Western Leone jest mniejsze i kojarzone z klasycznym filmowym westernem, bo powstało jako plan do filmu Sergio Leone.
Tu warto dodać uczciwą uwagę: takie miejsca poza sezonem mogą rozczarować, jeśli człowiek liczy na pełną energię i dużo pokazów. Samo wejście potrafi kosztować wyraźnie więcej niż zwykły punkt widokowy, więc przed wyjazdem sprawdziłabym aktualny program i godziny pokazów. Westernowe miasteczko bez życia jest nadal ciekawe jako scenografia, ale jeśli płacisz jak za park rozrywki, oczekiwania rosną.
W okolicach Almerii jest też El Chorrillo, opuszczony plan filmowy położony w surowym krajobrazie Sierra Alhamilla, niedaleko Pechiny. Scenografia przedstawiała starożytny Egipt w filmie Exodus: Bogowie i królowie, a później została wykorzystana także przy produkcji Gry o Tron. To nie jest wypolerowana atrakcja z kawiarnią na każdym rogu. Bardziej miejsce na krótki postój, spacer i zobaczenie, jak bardzo film potrafi udawać miasto tam, gdzie normalnie jest tylko pustka, kamień i wiatr.
Katalonia - nie tylko Barcelona i Gaudí
Katalonia oczywiście ma Barcelonę, Gaudiego, Sagradę Familię i Park Güell. Nie ma sensu udawać, że to nie są ważne punkty. Tylko jeśli zatrzymamy się wyłącznie na Barcelonie, tracimy kawał regionu, który nad morzem potrafi być dużo ciekawszy niż zatłoczona plaża miejska.
Dobrym kierunkiem jest Costa Brava, szczególnie Tossa de Mar. To miasteczko ma średniowieczną część Vila Vella, której mury prawie dotykają morza. Nie jest to „zamek z bajki”, tylko konkretny stary układ obronny, który nad wodą wygląda naprawdę mocno. Można przejść murami, zejść na plażę Es Codolar i spojrzeć na wybrzeże z góry. Tossa de Mar bywa popularna, ale nadal daje zupełnie inne doświadczenie niż Barcelona: mniej wielkiego miasta, więcej skał, zatok i spacerów nad wodą.
Jeśli macie więcej czasu, można połączyć Tossę z mniejszymi miejscowościami Costa Brava albo wybrać szlak nadmorski Camí de Ronda. To dawna trasa biegnąca wzdłuż wybrzeża, używana kiedyś m.in. do kontroli linii brzegowej. Dzisiaj pozwala przechodzić między zatokami, klifami i punktami widokowymi. To idealna opcja dla osób, które nie chcą całego urlopu spędzić na jednym ręczniku.
Kraj Basków - Bilbao, San Sebastián i pintxos
Kraj Basków to zupełnie inna Hiszpania niż Andaluzja. Jest bardziej zielono, bardziej atlantycko, pogoda bywa kapryśna, a kuchnia jest jednym z głównych powodów, żeby w ogóle tam jechać. Bilbao pokazuje nowoczesną stronę regionu, głównie przez Muzeum Guggenheima, które zmieniło wizerunek miasta. To dobry przykład miejsca, gdzie architektura nie jest tylko dodatkiem, ale elementem miejskiej przemiany.
San Sebastián, czyli Donostia, ma z kolei jedną z najbardziej znanych miejskich plaż w Hiszpanii - La Concha. Tylko znowu: nie chodzi wyłącznie o plażę. To miasto świetnie nadaje się do jedzenia. Pintxos, czyli baskijskie małe przekąski podawane w barach, są trochę jak tapas, ale nie traktowałabym ich jako tego samego. W San Sebastián można zrobić sobie wieczór polegający na przechodzeniu od baru do baru i próbowaniu po kilka małych rzeczy. To jest dużo ciekawsze niż jedna wielka kolacja bez ruchu.
W okolicy warto rozważyć też mniejsze punkty nad wodą, np. Getarię albo Hondarribię. Kraj Basków dobrze sprawdza się dla osób, które lubią połączenie miasta, morza, jedzenia i krótszych przejazdów. Jeśli ktoś marzy o suchym, południowym upale, może być zdziwiony. Jeśli lubi zielone wzgórza i Atlantyk, będzie zadowolony.
Galicja - Santiago, ocean i Hiszpania, która nie wygląda jak pocztówka z południa
Galicja jest zielona, wilgotna, atlantycka i trochę melancholijna. To region, który szybko rozbija prosty obraz Hiszpanii jako kraju wiecznego słońca. Santiago de Compostela jest najważniejszym miejscem na mapie, bo od wieków przyciąga pielgrzymów idących Camino de Santiago. Katedra w Santiago jest tradycyjnie uznawana za miejsce grobu św. Jakuba Apostoła, a samo dojście do miasta dla wielu osób ma znaczenie dużo większe niż zwykłe zwiedzanie.
Nawet jeśli nie idziecie Camino, Santiago warto zobaczyć. Stare miasto ma ciężar miejsca, do którego ludzie docierali po tygodniach marszu. Plac przed katedrą działa inaczej, gdy widzi się pielgrzymów odkładających plecaki i siadających na kamieniach z twarzą człowieka, który naprawdę gdzieś doszedł.
Galicja to też wybrzeże, małe miejscowości rybackie i jedzenie. Owoce morza są tu bardzo ważne, a jednym z najbardziej znanych produktów jest pulpo a feira, czyli ośmiornica podawana z oliwą, papryką i solą. Ourense nie jest miejscem od plaż, jak czasem mylnie się pisze, ale od gorących źródeł. Miasto leży w głębi lądu i słynie z term, więc pasuje bardziej do wolniejszego odpoczynku niż do klasycznego plażowania.
Walencja - paella, jedwab i futurystyczna architektura
Walencja często przegrywa uwagę z Barceloną i Madrytem, a szkoda, bo jest bardzo wygodnym miastem na kilka dni. Ma morze, stare centrum, dobre jedzenie i nowoczesną architekturę. Tylko trzeba poprawić jedną rzecz: Park Güell nie jest w Walencji, tylko w Barcelonie. W Walencji warto iść do Ogrodów Turii, czyli wielkiego parku utworzonego w dawnym korycie rzeki Turia. To jeden z najlepszych przykładów miasta, które potrafiło zamienić problem w przestrzeń do życia.
Historycznie bardzo ważna jest La Lonja de la Seda, czyli Giełda Jedwabiu wpisana na listę UNESCO. Ten budynek pokazuje bogactwo Walencji z czasów, gdy handel śródziemnomorski i jedwab miały ogromne znaczenie. Sala Kolumnowa wygląda jak kamienny las i dobrze przypomina, że kupieckie miasta potrafiły budować nie tylko praktycznie, ale też z ambicją.
Po drugiej stronie masz Miasto Sztuki i Nauki, zaprojektowane przez Santiago Calatravę i Félixa Candelę. To już zupełnie inna Walencja: biała, futurystyczna, trochę kosmiczna. Można się spierać, czy ta architektura jest zachwycająca, czy przesadzona, ale na pewno trudno ją pomylić z czymkolwiek innym. Do tego dochodzi paella, która właśnie z regionem Walencji jest najmocniej związana. Jeśli chcecie spróbować jej w sensowniejszym wydaniu, nie ograniczajcie się do najbardziej turystycznej wersji podawanej przy pierwszej lepszej ulicy.
Północ i góry - Picos de Europa zamiast kolejnej plaży
Jeśli Hiszpania kojarzy Wam się głównie z plażą, Picos de Europa mogą nieźle przestawić wyobrażenie. To wapienne góry na północy kraju, obejmujące tereny Asturii, Kantabrii i Kastylii-León. Nie wrzucałabym ich do Kraju Basków, bo geograficznie to inna historia. Za to świetnie pasują do podróży dla osób, które lubią góry, wąwozy, zielone doliny i miasteczka, gdzie pogoda potrafi zmienić plany bez przeprosin.
Jednym z najbardziej znanych punktów jest Ruta del Cares, trasa prowadząca wąwozem między skałami. Popularne są też okolice Covadonga i jeziora Enol oraz Ercina. To nie jest Hiszpania od leżaka i drinka z parasolką. Bardziej Hiszpania od dobrych butów, kurtki w plecaku i widoków, które wynagradzają zadyszkę.
Jak wybrać region Hiszpanii dla siebie?
Jeśli chcecie historii, gorąca i mocnych zabytków, zacznijcie od Andaluzji. Sewilla, Granada, Kordoba i pustynia Tabernas dają bardzo różne oblicza jednego regionu. Jeśli bardziej ciągnie Was do morza, ale nie chcecie siedzieć tylko na plaży, wybierzcie Katalonię i Costa Brava. Tossa de Mar, zatoki i nadmorskie ścieżki będą dobrą przeciwwagą dla Barcelony.
Jeżeli podróż planujecie przez jedzenie, Kraj Basków jest jednym z najlepszych wyborów. Bilbao i San Sebastián łączą architekturę, Atlantyk i kuchnię w sposób, który naprawdę trudno zignorować. Galicja będzie lepsza dla osób, które lubią zieleń, pielgrzymkową historię, ocean i mniej oczywisty rytm. Walencja sprawdzi się na kilka dni, gdy chcecie połączyć miasto, plażę, parki i dobre jedzenie bez presji wielkiej stolicy.
Największy błąd przy Hiszpanii to próba zobaczenia wszystkiego naraz. Ten kraj jest za duży i zbyt różnorodny, żeby wciskać Andaluzję, Barcelonę, Galicję i Walencję w jeden szybki plan. Lepiej wybrać jeden region, maksymalnie dwa, i naprawdę zobaczyć różnicę między nimi. Hiszpania robi się najciekawsza wtedy, gdy przestaje być „wakacjami w Hiszpanii”, a zaczyna być konkretnym miejscem: pustynią pod Almerią, zielonym Santiago, murami Tossy, kolumnami La Lonja albo wieczorem przy pintxos w San Sebastián.
Komentarze
Prześlij komentarz