Dom Historii Europejskiej w Brukseli - czy warto zobaczyć?

Czy da się opowiedzieć historię Europy w jednym muzeum i nie zrobić z tego nudnej lekcji, po której człowiek ma ochotę uciec z krzykiem? Brzmi jak zadanie z góry skazane na porażkę. Europa jest za duża, za pokłócona, za różna i za bardzo obciążona własną historią, żeby zamknąć ją w kilku piętrach wystawy. A jednak w Brukseli istnieje miejsce, które właśnie od tego maja próbuje to zrobić.

Dom Historii Europejskiej w Brukseli

Dom Historii Europejskiej znajduje się w dzielnicy europejskiej, w Parku Léopold, niedaleko Parlamentu Europejskiego. To ważne, bo samo położenie od razu ustawia kontekst. Nie jesteśmy przy Grand Place, nie jesteśmy w najbardziej turystycznej i ładnej części miasta, nie idziemy po gofra ani czekoladę. Wchodzimy w okolice szklanych budynków, instytucji, garniturów, plakietek i rozmów o sprawach, które dla wielu osób brzmią odlegle, choć wpływają na codzienne życie jako obywateli EU.

Po wejściu do Muzeum warto zwrócić uwagę nie tylko na ekspozycję, ale też na samą przestrzeń. Budynek z lat 30. zachował elementy Art Deco, a po renowacji dostał nowoczesną, szklaną nadbudowę. W atrium odrestaurowano dekoracje belgijskiego artysty Camille’a Barthélemy’ego, inspirowane bajkami La Fontaine’a. A między piętrami pojawia się duża aluminiowa spirala, która prowadzi wzrok przez kolejne poziomy wystawy.

Muzeum mnie zainteresowało od razu, ledwo w maju się otworzyło. Bruksela bardzo łatwo wpada w stereotyp miasta od unijnej biurokracji. Trochę urzędowego, trochę pozbawionego emocji, trochę takiego, które kojarzy się bardziej z debatami niż z czymś osobistym. Dom Historii Europejskiej próbuje zrobić coś trudniejszego: pokazać, że za słowem „Europa” nie stoi tylko instytucja, flaga i sala obrad, ale też wojny, migracje, granice, propaganda, marzenia, kryzysy i pytanie, czy naprawdę mamy jakąś wspólną historię.

Gdzie znajduje się Dom Historii Europejskiej?

Muzeum mieści się w Eastman Building w Parku Léopold. Sam budynek ma ciekawą historię, bo pierwotnie działała tu klinika dentystyczna dla dzieci, ufundowana przez George’a Eastmana, twórcę Kodaka. To nie jest informacja, którą trzeba znać, żeby zwiedzać wystawę, ale dodaje temu miejscu dziwnej warstwy. Budynek, który miał kiedyś służyć bardzo konkretnemu, społecznemu celowi, dziś opowiada o historii całego kontynentu.

Architektonicznie to połączenie starego gmachu z nowoczesną nadbudową. Łatwo byłoby napisać tu jakąś wielką metaforę o Europie zbudowanej na dawnych fundamentach, ale chyba wystarczy powiedzieć prościej: ten budynek dobrze pasuje do tematu. Nie jest neutralnym pudełkiem. Ma swoją przeszłość, a przy tym został przerobiony na miejsce, które mówi o pamięci, zmianie i nakładaniu się kolejnych warstw historii.

Park Léopold też robi swoje. Po wyjściu z muzeum można usiąść na ławce, przejść się między drzewami albo złapać oddech po wystawie, która momentami bywa ciężka. To nie jest muzeum, po którym wychodzi się z lekkim uśmiechem i myślą, że historia Europy była długim marszem ku lepszemu. Była dużo bardziej skomplikowana, my europejczycy sami o tym zapominamy.

Muzeum Dom Historii Europejskiej w Brukseli

Muzeum bez klasycznych podpisów przy eksponatach

Jedną z pierwszych rzeczy, które mogą zdziwić w Domu Historii Europejskiej, jest sposób zwiedzania. Przy wielu eksponatach nie ma tradycyjnych, długich opisów na ścianach. Zamiast tego dostaje się multimedialny przewodnik, który prowadzi przez wystawę w wybranym języku. Stała ekspozycja jest dostępna we wszystkich 24 językach urzędowych Unii Europejskiej, w tym po polsku.

Na początku może to być trochę dezorientujące, zwłaszcza jeśli lubisz czytać wszystko na miejscu i mieć kontrolę nad tempem. Tutaj trzeba wejść w inny sposób zwiedzania. Tablet albo audioprzewodnik nie jest dodatkiem, tylko właściwie głównym narzędziem do rozumienia wystawy. Bez niego część rzeczy może wyglądać jak zbiór obiektów wyrwanych z kontekstu.

Ten pomysł ma jednak ciekawy efekt. Historia nie zostaje podana wyłącznie jako ciąg dat i podpisów. Bardziej przypomina próbę opowiedzenia wielu doświadczeń naraz. Czasem to działa bardzo dobrze, czasem wymaga cierpliwości. Na pewno nie jest to muzeum do przebiegnięcia w pół godziny między jednym punktem a drugim.

Co zobaczysz na wystawie stałej?

Wystawa prowadzi przez kilka dużych tematów: od mitu Europy i dawnych wyobrażeń o kontynencie, przez XIX wiek, industrializację, narodziny nowoczesnych państw, wojny światowe, totalitaryzmy, zimną wojnę i proces integracji europejskiej. Brzmi szeroko, bo jest szeroko. Tego nie da się opowiedzieć bez skrótów.

Początkowe części mogą wydawać się bardziej koncepcyjne. Jest mit o Europie, zmieniające się mapy, pytania o granice i tożsamość. Dla jednych będzie to dobry wstęp, dla innych trochę za abstrakcyjny początek. Sama mam wrażenie, że muzeum najmocniejsze robi się wtedy, kiedy wchodzi w XX wiek. Wtedy przestaje być rozważaniem o pojęciach, a zaczyna mówić o rzeczach, których nie da się łatwo odsunąć na bok.

Wojny światowe, totalitaryzmy, propaganda, przesiedlenia, podział kontynentu i zimna wojna pokazują Europę bez wygodnego wygładzenia. To nie jest historia prosta do opowiedzenia, bo dla różnych narodów te same wydarzenia miały inne znaczenie i inne konsekwencje. Muzeum próbuje patrzeć szerzej niż przez jedną narodową narrację. Czasem właśnie to jest najciekawsze, a czasem może budzić opór, bo każdy z nas nosi w głowie własną wersję historii.

Ważne jest też to, że wystawa nie prowadzi przez historię Europy kraj po kraju. Nie ma tu prostego podziału: teraz Francja, teraz Niemcy, teraz Polska, teraz Hiszpania. Muzeum wybiera wydarzenia i procesy, które dotyczyły więcej niż jednego państwa: industrializację, nacjonalizmy, wojny, totalitaryzmy, zimną wojnę, integrację, rozszerzenia Unii i kryzysy. Dzięki temu łatwiej zobaczyć Europę jako sieć doświadczeń, a nie tylko mapę z granicami.

Czy Dom Historii Europejskiej jest trudnym muzeum?

Tak, ale nie w sensie akademickim. Nie trzeba mieć dyplomu z historii, żeby zrozumieć wystawę. Trudność polega raczej na tym, że temat jest ogromny, a emocjonalny ciężar niektórych części naprawdę daje o sobie znać. Jeśli przychodzisz tu po lekką atrakcję przed obiadem, możesz wyjść trochę przytłoczona.

Największą siłą tego muzeum jest to, że nie koloryzuje historii czy, że Europa zawsze szła prostą drogą ku pokojowi i współpracy. Pokazuje, że za dzisiejszymi instytucjami stoją doświadczenia przemocy, lęku, podziałów i odbudowy. To nie jest szczególnie wygodna myśl, ale chyba potrzebna, zwłaszcza w mieście, w którym europejskość bardzo łatwo sprowadzić do budynków Parlamentu, Komisji i Rady.

Wystawa o odbudowie podzielonego kontynentu w muzeum
Wystawa muzealna z napisem czym jest Europa

Nie wszystkie części wystawy poruszą każdego tak samo. Niektóre fragmenty mogą wydawać się zbytAle nawet jeśli wyjdziesz z poczuciem, że czegoś zabrakło, samo pytanie czego? jest już ciekawe. skrótowe, bo przy tak dużym temacie pewnych uproszczeń nie da się uniknąć. Ja tak miałam przy wystawie o bloku wschodnim, dla nas z prespektywy Polskiej zdecydowanie ten temat jest bliższy. To muzeum uruchamia dyskusję.

Najmocniejsze są chyba pytania, które muzeum zostawia na koniec. Czym jest europejska pamięć? Czy w ogóle istnieje coś takiego jak wspólne europejskie dziedzictwo? Co znaczy czuć się Europejczykiem, jeśli każdy kraj pamięta XX wiek trochę inaczej? To nie są pytania do szybkiego kliknięcia w ankiecie. Raczej takie, które wracają później, kiedy wychodzisz z muzeum z powrotem między budynki unijnych instytucji.

Co jest w tym muzeum najciekawsze?

Samo powstanie muzeum też nie było szybkim projektem zrobionym na potrzeby turystów odwiedzających dzielnicę europejską. Od pierwszego pomysłu w 2007 roku do otwarcia w maju 2017 roku minęło około dziesięciu lat. I to czuć, bo Dom Historii Europejskiej nie jest tylko zbiorem eksponatów o Unii Europejskiej. To raczej próba zbudowania muzeum wokół czegoś bardzo trudnego do pokazania: europejskiej pamięci.

Dla mnie najciekawsze jest to, że Dom Historii Europejskiej nie opowiada wyłącznie historii instytucji Unii Europejskiej. To byłoby dużo prostsze ale i pewnie dużo nudniejsze. Zamiast tego stara się pokazać, skąd w ogóle wzięła się potrzeba integracji europejskiej, jakie doświadczenia pchały Europę w stronę współpracy i dlaczego ten projekt od początku był odpowiedzią na bardzo konkretne rany historii.

Dobrze działa też sama perspektywa ponadnarodowa. W szkole historia często była opowiadana z punktu widzenia jednego państwa. Tutaj trzeba na chwilę wyjść z tej ramy i zobaczyć, jak wydarzenia rozlewały się po kontynencie. Nie zawsze wygodnie się na to patrzy, bo wtedy łatwiej zauważyć, że Europa to nie tylko wielkie idee, ale też powtarzające się mechanizmy: strach przed innymi, walka o granice, propaganda, przemoc, odbudowa i próba dogadania się po katastrofie.

Wystawa nie daje prostego pocieszenia. Raczej przypomina, że wspólnota nie bierze się z podobieństwa, tylko z decyzji, żeby mimo różnic czegoś nie powtórzyć. I to jest chyba najważniejsza myśl, z którą można wyjść z tego miejsca.

Czy warto iść tam z dziećmi albo nastolatkami?

To zależy od wieku i cierpliwości. Dom Historii Europejskiej nie jest typowym muzeum dla dzieci, gdzie wszystko działa na zasadzie kolorowych przycisków i prostych atrakcji. Są jednak elementy multimedialne, materiały dla rodzin i wystawy czasowe, które mogą pomóc młodszym osobom wejść w temat bez poczucia, że ktoś zamknął je w podręczniku.

Z nastolatkami to miejsce może być bardzo dobrym wyborem, szczególnie jeśli są w stanie wytrzymać trudniejsze tematy i lubią zadawać pytania. Historia Europy opowiedziana w Brukseli ma zupełnie inny ciężar niż szkolna notatka o wojnie, traktatach i integracji. Tu łatwiej zobaczyć, że za dużymi pojęciami stoją ludzie, decyzje i konsekwencje.

Z małymi dziećmi zaplanowałabym krótszą wizytę i nie próbowałabym przechodzić wszystkiego od początku do końca. Muzeum jest darmowe, więc nie trzeba mieć poczucia, że trzeba „wycisnąć” cały bilet. Można zobaczyć fragment, wyjść do parku i potraktować to jako pierwsze spotkanie z tematem.

Ile czasu zaplanować na zwiedzanie?

Oficjalnie wizyta w Domu Historii Europejskiej zajmuje około 90 minut, ale jeśli lubisz zatrzymywać się dłużej, czytać, słuchać i naprawdę przechodzić przez kolejne części, spokojnie można spędzić tam więcej czasu. To nie jest miejsce, które najlepiej ogląda się w biegu.

Przy weekendzie w Brukseli połączyłabym Dom Historii Europejskiej ze spacerem po dzielnicy europejskiej, Parlamentarium, Parkiem Léopold i okolicami Place du Luxembourg. Wtedy ta część miasta zaczyna mieć więcej sensu. Same szklane budynki mogą wydawać się chłodne i anonimowe, ale po wizycie w muzeum łatwiej zrozumieć, dlaczego właśnie tutaj opowieść o Europie jest tak mocno obecna.

Nie planowałabym tego muzeum między trzema innymi dużymi atrakcjami. Lepiej dać sobie spokojniejszy blok czasu, a później zrobić przerwę w parku albo pójść na kawę. Po wystawie o wojnach, granicach i pamięci człowiek nie zawsze ma ochotę od razu biec do kolejnego punktu z listy.

Informacje praktyczne

  • Gdzie: Dom Historii Europejskiej, Eastman Building, Parc Léopold, Rue Belliard 135, Bruksela.
  • Okolica: dzielnica europejska, blisko Parlamentu Europejskiego i Parlamentarium.
  • Wstęp: bezpłatny.
  • Język: wystawa stała dostępna w 24 językach urzędowych Unii Europejskiej, w tym po polsku.
  • Czas zwiedzania: około 90 minut, ale przy spokojnym tempie warto zarezerwować więcej.
  • Dla kogo: dla osób, które chcą zrozumieć dzielnicę europejską głębiej niż przez zdjęcie budynków Parlamentu.

Czy warto odwiedzić Dom Historii Europejskiej?

Tak, szczególnie jeśli jesteś już w dzielnicy europejskiej i chcesz zobaczyć coś więcej niż instytucje z zewnątrz. To nie jest najlżejsze muzeum w Brukseli, ale jest jednym z tych miejsc, które dobrze uzupełniają obraz miasta. Grand Place pokazuje potęgę historycznego centrum. Atomium pokazuje powojenną wiarę w przyszłość. Dom Historii Europejskiej pokazuje, z jakiego doświadczenia wyrosła współczesna Europa.

Nie wychodzi się stamtąd z jedną prostą odpowiedzią na pytanie, co to znaczy być Europejczykiem. I dobrze. Gdyby odpowiedź była prosta, takie muzeum nie byłoby potrzebne. Wychodzi się raczej z poczuciem, że Europa jest bardziej skomplikowana, niż sugerują polityczne hasła, szkolne skróty i turystyczne przewodniki.

Dom Historii Europejskiej nie sprawi, że po 2 godzinach zwiedzania nagle zrozumiemy całą Europę. Ale może zrobić coś skromniejszego i chyba ważniejszego: zmusić do wyjścia poza własną, narodową wersję historii znaną ze szkoły. To już dużo. Bo jeśli mamy w ogóle rozmawiać o Europie, to nie wystarczy znać flagę, hymn i kilka nazw instytucji. Trzeba jeszcze umieć zapytać, co pamiętamy wspólnie, a co każdy z nas pamięta zupełnie inaczej.

Jeśli miałabym polecić jedno miejsce w dzielnicy europejskiej osobie, która nie chce oglądać wyłącznie fasad budynków, Dom Historii Europejskiej byłby wysoko na liście. Nie dlatego, że jest spektakularny w prosty sposób. Raczej dlatego, że zostawia po sobie pytania. A czasem właśnie po to warto wejść do muzeum.

Komentarze