Moje marzenie na 35 urodziny: zobaczyć wszystkie stolice Unii Europejskiej

W Unii Europejskiej jest 27 państw, a każde z nich ma swoją stolicę, własny charakter, często język lokalny, indywidyualną historię i zupełnie inne pierwsze wrażenie. Kiedy pierwszy raz pomyślałam, że a 35 urodziny wypadałoby mieć jakieś WIELKIE MARZENIE i pomyslałam... chciałabym zobaczyć wszystkie stolice Unii Europejskiej przed 35 urodzinami, od razu wróciło do mnie stare marzenie: odwiedzić wszystkie państwa Europy przed 25 rokiem życia. Wtedy też wiele osób mogło uznać, że to tylko odhaczanie mapy. Tylko że dla mnie mapa nigdy nie była tabelką do wypełnienia. Była raczej pretekstem, żeby ruszyć się z miejsca i spróbować wielkiego świata.

Podróżnicze marzenie

Targ Rybny - Bruksela


Z 25 urodzinami się nie udało, chociaż zrobiłam dużo! Teraz to marzenie wraca w trochę innej wersji. Nie chodzi już o to, żeby udowodnić sobie, że dam radę pojechać wszędzie, gdzie sobie wymyślę. Chodzi o bardziej świadome wrócenie do Europy, którą niby znam, ale przecież za każdym razem okazuje się, że znam tylko jej fragment. Stolice są dobrym punktem wyjścia, bo często skupiają w sobie politykę, historię, codzienność, turystów, ceny, ambicje kraju i jego kompleksy. Czasem są piękne od pierwszej ulicy. Czasem męczą. Czasem rozczarowują. A czasem dopiero po latach dociera do człowieka, że dane miasto było ciekawsze, niż wydawało się w trakcie wyjazdu.

Moje marzenie na 35 urodziny jest więc proste do nazwania, ale wcale nie takie proste do zrealizowania: chcę zobaczyć wszystkie stolice Unii Europejskiej. Nie przejechać przez nie na siłę. Nie wpaść tylko na lotnisko, zrobić zdjęcie przy głównym placu i dopisać miasto do listy. Chcę dać każdej z nich choć trochę uczciwej uwagi. Tyle, ile da się w normalnym życiu, z pracą, budżetem, zmęczeniem, urlopem i całą resztą rzeczy, które nie znikają tylko dlatego, że człowiek ma podróżnicze plany.

plan urodzinowy

Plan jest taki: do 35 urodzin czyli przez następne 2,5 roku odwiedzić wszystkie stolice państw EU, wrócić do części miejsc z większą uważnością i nie robić z tego wyścigu o zaliczenie jak największej liczby zabytków, tylko projekt prezent dla mnie samej, który naprawdę coś w środku zostawi.

Skąd pomysł, żeby zobaczyć wszystkie stolice Unii Europejskiej?

Ten pomysł nie spadł na mnie nagle przy pierwszej lepszej porannej kawie. Tzn mógłby na ile się sama znam, ale wiem, że tym razem było inaczej. Raczej długo siedział gdzieś z tyłu głowy, rozgrzewał się i roztastał. aż w końcu zaczął układać się w konkretny plan. Kiedyś postanowiłam odwiedzić wszystkie państwa Europy przed skończeniem 25 lat. Chociaż bardzo chciałam to nie udało się, ale prawie to zrobiłam. Brzmi efektownie, wiem. Ale za tym zdaniem nie było wyłącznie ładnego hasełka i marzenie ściętej głowy. Były tanie loty, lotniska o świcie, spanie byle gdzie, notatki do egzaminów w plecaku, kombinowanie z terminami, stypendia, wolontariaty, praca, stres i wiele wyjazdów, które z zewnątrz, z postów na facebooku wyglądały pewnie lepiej niż od środka.

marzenie 25-latki

Tamten cel pojawił się, kiedy zorientowałam się, że byłam już w większości europejskich państw. Nie zaczynałam od wielkiej deklaracji, że teraz podbiję kontynent. Po prostu spojrzałam na mapę i zobaczyłam, że zostało mi mniej, niż myślałam. Andora, Mołdawia, kilka mniej oczywistych miejsc. Państwa, do których pewnie i tak chciałam pojechać, ale bez konkretnego celu co tam zobaczyć łatwo byłoby odkładać je w nieskończoność.

Ze stolicami Unii Europejskiej jest podobnie, ale dojrzalej. Już nie mam 20 lat i tej samej gotowości, żeby jechać gdziekolwiek tylko dlatego, że bilet kosztuje 79 zł. Nadal kocham tanie loty, ale dużo bardziej cenię swoje siły i swój sen niż koczowanie na lotnisku i spanie na bluzie gdzie popadnie. Nie chcę już wracać z każdego wyjazdu ledwo żywa, z poczuciem, że wygrałam logistyczną bitwę, ale nie miałam czasu usiąść i zrozumieć, gdzie właściwie jestem, bo zapomniałam jak się nazywam ze zmęczenia.

Dlaczego akurat stolice UE?

Stolice Unii Europejskiej są dla mnie ciekawym podróżniczym tematem, bo tworzą mapę Europy trochę inną niż klasyczna lista najpiękniejszych miast. Są wśród nich wielkie, oczywiste kierunki jak Paryż, Rzym, Madryt czy Berlin. Są miasta, które wiele osób traktuje jako krótkie przystanki: Bruksela, Luksemburg, Bratysława, Wilno, Ryga. Są też stolice, które mocno ucierpiały od turystycznych uproszczeń, bo ktoś kiedyś uznał, że nie ma tam nic do roboty, a później wszyscy powtarzają to jak prawdę objawioną.

Mnie w sumie właśnie takie miejsca często interesują najbardziej. Nie tylko te, które od pierwszego momentu rzucają pod nogi piękne place, pałace i widoki. Lubię też miasta, które trzeba trochę rozgryźć. Takie, które na początku wydają się zbyt urzędowe, zbyt spokojne, zbyt drogie albo zbyt normalne, a dopiero później zaczynają pokazywać swój charakter. Bruksela była dla mnie właśnie takim miastem. Oslo, choć nie jest stolicą państwa UE, też nauczyło mnie, że nie każde miasto musi od razu walczyć o zachwyt turysty.

Stolice są też dobrym sposobem, żeby zobaczyć, jak bardzo różna jest Unia Europejska. Na papierze brzmi to jak jeden polityczny organizm, ale wystarczy zestawić Lizbonę z Tallinem, Ateny z Helsinkami, Dublin z Sofią, Warszawę z Vallettą, żeby zobaczyć, jak bardzo niejednorodna jest Europa. Inny klimat, inne tempo, inna architektura, inne jedzenie, inne podejście do przestrzeni, inne ceny, inne zmęczenie historią.

Czy to znowu będzie odhaczanie?

Pewnie ktoś mógłby powiedzieć, że lista stolic UE to kolejna wersja podróżniczego bingo. Byłam, widziałam, następne. Rozumiem ten zarzut, bo internet zrobił z podróży trochę dziwny sport. Liczba krajów, pinezki na mapie, rolki z przejściem przez lotnisko, zdjęcie z kawą i podpis, że życie jest piękne. Łatwo się tym zmęczyć.

Tyle że dla mnie lista nigdy nie była celem samym w sobie. Lista jest ramą. Pomaga ruszyć, kiedy człowiek ma za dużo możliwości i za mało decyzji. Zamiast wiecznie myśleć „kiedyś pojadę do Rygi”, można powiedzieć: dobra, Ryga jest na liście, sprawdzam loty, noclegi, pogodę i robię z tego konkretny wyjazd.

Nie będę udawać ekspertki od każdego kraju tylko dlatego, że spędzę kilka dni w jego stolicy. To byłoby śmieszne. Stolica nie jest całym państwem. Czasem wręcz tworzy osobną bańkę, która ma więcej wspólnego z innymi europejskimi stolicami niż z własną prowincją. Ale stolica jest dobrym początkiem rozmowy z krajem. Nie pełną odpowiedzią, tylko pierwszym rozdziałem.

Co dla mnie znaczy „zobaczyć” stolicę?

Nie chcę zaliczać miasta przez samo przejście główną ulicą. Dla mnie „zobaczyć” stolicę oznacza spędzić w niej tyle czasu, żeby mieć po wyjeździe jakąś własną myśl. Nie tylko: było ładnie. Nie tylko: drogo. Nie tylko: widziałam zamek, rynek i muzeum. Chcę umieć powiedzieć, co mnie zaskoczyło, co mnie zmęczyło, gdzie chciałabym wrócić, czego nie zrozumiałam i czy poleciłabym to miasto komuś na weekend.

Czasem wystarczą dwa dni, jeśli miasto jest małe, zwarte i dobrze zaplanowane. Czasem tydzień będzie za krótki. Nie porównuję Luksemburga z Rzymem, bo to nie ma większego sensu. Jedno miasto można przejść spokojnie w weekend, drugie będzie wymagało kilku powrotów i nadal zostawi poczucie, że dotknęłam tylko fragmentu.

W tym projekcie nie chcę karać się za to, że nie zobaczę wszystkiego. Wolę uczciwie przyznać: w Madrycie byłam za krótko, do Wiednia chcę wrócić zimą, w Atenach potrzebuję więcej czasu na zwykłe dzielnice, w Rzymie mogłabym chodzić bez końca. Dojrzałe podróżowanie zaczyna się chyba wtedy, kiedy człowiek przestaje udawać, że da się zamknąć miasto w jednym weekendzie.

Lista stolic Unii Europejskiej, które chcę zobaczyć

Na mojej liście są stolice 27 państw Unii Europejskiej. Część już znam. Do części chcę wrócić, bo byłam dawno, za krótko albo w takim momencie życia, że bardziej walczyłam ze zmęczeniem niż zwiedzałam. Niektóre miasta będą prostym weekendem. Inne będą wymagały dłuższego planu, bo szkoda byłoby potraktować je po łebkach.

  • Amsterdam - Holandia
  • Ateny - Grecja
  • Berlin - Niemcy ✅
  • Bratysława - Słowacja
  • Bruksela - Belgia ✅
  • Budapeszt - Węgry ✅
  • Bukareszt - Rumunia
  • Dublin - Irlandia
  • Helsinki - Finlandia
  • Kopenhaga - Dania
  • Lizbona - Portugalia
  • Lublana - Słowenia
  • Luksemburg - Luksemburg
  • Madryt - Hiszpania ✅
  • Nikozja - Cypr
  • Paryż - Francja ✅
  • Praga - Czechy ✅
  • Ryga - Łotwa
  • Rzym - Włochy
  • Sofia - Bułgaria ✅
  • Sztokholm - Szwecja
  • Tallin - Estonia
  • Valletta - Malta
  • Warszawa - Polska ✅
  • Wiedeń - Austria
  • Wilno - Litwa
  • Zagrzeb - Chorwacja

Sama lista wygląda dość niewinnie. Dopiero kiedy zaczynam myśleć o terminach, lotach, urlopach, cenach noclegów i tym, że nie chcę robić z każdego miasta ekspresowej akcji, robi się z tego prawdziwy projekt. I chyba właśnie to mnie w nim kręci. Jest konkretny, ale nie zamknięty. Ma ramy, ale zostawia dużo miejsca na własne tempo.

Najbardziej czekam na miasta, których jeszcze nie rozumiem

Nie najbardziej czekam na Paryż, Rzym czy Amsterdam, choć oczywiście każde z tych miast ma w sobie ciężar wielkiego europejskiego symbolu. Najbardziej ciekawią mnie stolice, o których ludzie mówią mniej albo mówią zbyt szybko. Bukareszt, Sofia, Ryga, Wilno, Zagrzeb, Luksemburg. Miejsca, które często przegrywają w rankingach z bardziej oczywistymi kierunkami, ale przez to mają szansę zaskoczyć.

Mam słabość do miast, które nie są stworzone wyłącznie pod turystę. Takich, w których trzeba przejść kilka zwykłych ulic, zanim trafi się na coś, co zostaje w głowie. Nie każda stolica musi od razu dawać zachwyt. Czasem wystarczy jedna dobra rozmowa, targ, muzeum, absurdalnie tani obiad, widok z mostu albo dzielnica, w której nagle rozumiesz więcej niż po trzech godzinach przy głównych atrakcjach.

W podróżach coraz mniej interesuje mnie sprawdzanie, czy miasto spełnia obietnicę z internetu. Bardziej interesuje mnie to, co zobaczę sama. Może wrócę z Sofii zachwycona, a z Paryża zmęczona. Może Luksemburg okaże się za sterylny, a Ryga dużo ciekawsza, niż sugerują szybkie przewodniki. Właśnie po to chcę jechać. Nie po potwierdzenie cudzych opinii, tylko po własną.

Jak chcę podróżować teraz, a jak podróżowałam kiedyś?

Kiedy miałam dwadzieścia kilka lat, potrafiłam kupić najtańszy bilet, zapakować plecak i lecieć, nawet jeśli plan był średnio rozsądny. Spałam na lotniskach, jadłam rzeczy przywiezione z Polski, chodziłam po miastach do granic możliwości i wracałam z poczuciem, że skoro było trudno, to znaczy, że była przygoda. Trochę mnie to bawi, trochę rozczula, a trochę boli mnie od samego wspomnienia.

Tamten etap był potrzebny. Dzięki niemu zobaczyłam mnóstwo miejsc, nauczyłam się samodzielności i przestałam czekać, aż ktoś łaskawie będzie miał czas, pieniądze i identyczne marzenia. Jeździłam z ludźmi poznanymi w internecie, sama, z partnerem, z rodziną, przy okazji studiów, projektów, pracy i tanich lotów znalezionych w środku nocy. W pewnym momencie przestałam powtarzać, że nie mam z kim. Jeśli bardzo chciałam jechać, szukałam sposobu.

Dzisiaj nadal szukam sposobu, ale nie chcę już udawać, że zmęczenie nie ma znaczenia. Chcę podróżować bardziej uważnie. Nadal tanio, jeśli się da. Nadal sprytnie. Nadal z ekscytacją. Ale bez robienia z siebie bohaterki, która musi wykorzystać każdą minutę, bo inaczej wyjazd będzie nieudany. Czasem najlepszą decyzją w mieście jest usiąść i niczego przez chwilę nie zwiedzać.

Skąd wziąć czas na taki plan?

To pytanie wraca zawsze, kiedy człowiek mówi głośno o większym podróżniczym celu. Skąd masz na to czas? Odpowiedź jest mniej romantyczna, niż mogłoby się wydawać. Czas się wycina. Z długich weekendów, urlopów, świąt, tanich terminów poza sezonem, wyjazdów służbowych, okazji, których inni czasem nawet nie zauważają. Nie zawsze jest wygodnie. Nie zawsze jest idealnie. Ale wiele rzeczy da się zaplanować, jeśli naprawdę są dla nas ważne.

Kiedy studiowałam, wykorzystywałam każde wolne dni. Zdarzało się, że jechałam na zajęcia z plecakiem, a po nich biegłam na pociąg albo samolot. Uczyłam się w parkach, na lotniskach, w autobusach, przed snem i po przebudzeniu. Nie dlatego, że jestem maszyną do produktywności, tylko dlatego, że bardzo chciałam podróżować i nie chciałam z tego rezygnować.

Teraz czas wygląda inaczej. Są inne obowiązki, inna praca, inne zmęczenie i inne ceny. Ale mechanizm jest podobny. Jeśli chcę zobaczyć wszystkie stolice Unii Europejskiej przed 35 urodzinami, muszę potraktować to jak projekt. Sprawdzić, które miasta można połączyć, gdzie polecieć poza sezonem, dokąd wrócić na dłużej, a które miejsce wystarczy na spokojny weekend.

Skąd wziąć pieniądze na podróże po stolicach UE?

Nie będę pisać, że podróżowanie jest tanie, bo to byłoby nieuczciwe. Można podróżować taniej, ale to nadal kosztuje. Bilety, noclegi, jedzenie, komunikacja, wejścia do muzeów, kawa, której niby nie trzeba kupować, ale jednak czasem ratuje dzień. Stolice potrafią być szczególnie drogie, bo płaci się nie tylko za miejsce, ale też za popyt, lokalizację i cały turystyczny mechanizm.

Kiedyś ratowały mnie bardzo tanie loty, jedzenie zabrane z domu i gotowość do niewygody. Potrafiłam polecieć do Włoch albo Norwegii za mniej niż koszt porządnej kolacji. Spałam krótko, jadłam dziwnie, chodziłam długo. Dzisiaj nadal poluję na dobre ceny, ale nie chcę już planować wyjazdu tak, żeby przetrwać go na mandarynkach, ciastkach i dumie z oszczędności.

Przy tym projekcie chcę działać rozsądnie. Łapać tanie loty, jeździć poza sezonem, korzystać z komunikacji publicznej, wybierać noclegi z dobrym dojazdem, czasem zrobić śniadanie z marketu, a czasem zapłacić za kolację, której naprawdę chcę. Oszczędzanie w podróży nie musi oznaczać odbierania sobie wszystkiego. Raczej wybieranie, za co warto zapłacić, a co jest tylko drogim automatem dla turystów.

Czy chcę wracać do stolic, w których już byłam?

Tak. I to chyba jeden z najważniejszych elementów tego planu. Nie chcę traktować dawnych wyjazdów jak zamkniętych spraw tylko dlatego, że fizycznie byłam już w danym mieście. Są miejsca, które widziałam jako studentka, z innym budżetem, inną głową i inną wrażliwością. Są miasta, które odwiedziłam za szybko. Są takie, do których wracałam kilka razy i nadal mam poczucie, że został mi jeszcze cały rozdział.

Podróżowanie zmienia się razem z człowiekiem. Inaczej patrzy się na Berlin w wieku 20 lat, inaczej po 30. Inaczej smakuje Rzym, kiedy pierwszy raz widzisz Koloseum, a inaczej, kiedy bardziej interesuje Cię mała trattoria, zwykła dzielnica i to, jak ludzie żyją poza kadrem z pocztówki. Inaczej odbiera się Brukselę, kiedy przyjeżdża się tylko po główne atrakcje, a inaczej, kiedy zaczyna się widzieć miasto między instytucjami, targami, barami i zwykłymi ulicami.

Dlatego nie wykluczam powrotów. Wręcz przeciwnie, część z nich będzie konieczna. Ten plan nie ma być archiwum dawnych podróży, tylko nową opowieścią o Europie. Jeśli byłam gdzieś dziesięć lat temu i pamiętam głównie dworzec, tani hostel i jedno zdjęcie, to trudno uznać, że naprawdę dałam temu miejscu uwagę.

Co mnie najbardziej motywuje?

Najbardziej motywuje mnie myśl, że Europa nadal jest dla mnie pełna białych plam, nawet jeśli kiedyś odhaczyłam wszystkie jej państwa. To zabawne, bo człowiek może mieć na koncie imponująco brzmiący cel, a później odkryć, że ledwie zaczął. Jedna podróż nie zamyka kraju. Jeden weekend nie zamyka stolicy. Jedno zdjęcie nie zamyka wspomnienia.

Chcę wrócić do tej ciekawości, która kiedyś kazała mi sprawdzać loty po nocach i kombinować, jak połączyć zajęcia, pracę, naukę i wyjazd. Ale chcę ją połączyć z większą czułością dla siebie. Nie muszę już niczego udowadniać przez niewygodę. Nie muszę wracać z każdego miasta z listą 40 punktów. Mogę wrócić z jedną dobrą historią, jeśli jest prawdziwa.

Motywuje mnie też to, że taki projekt daje kierunek. W czasach, kiedy można pojechać wszędzie, czasem najtrudniej zdecydować, dokąd właściwie jechać. Lista stolic UE porządkuje chaos możliwości. Zamiast pytać „gdziekolwiek?”, pytam: która stolica teraz? Która pora roku będzie najlepsza? Które miasto potrzebuje więcej czasu? Które można połączyć z innym wyjazdem?

Jak chcę opisywać ten projekt na blogu?

Chcę, żeby każdy tekst z tego projektu był bardziej opowieścią niż instrukcją obsługi miasta. Oczywiście będą praktyczne informacje, bo sama ich szukam przed wyjazdem i wiem, jak bardzo potrafią pomóc. Chcę pisać, gdzie spać, co zobaczyć, jak rozłożyć weekend, ile mniej więcej kosztuje wyjazd, czego nie wciskać w plan i co mnie zaskoczyło. Ale nie chcę pisać przewodników bez człowieka w środku.

Interesują mnie miasta z perspektywy kogoś, kto naprawdę po nich chodzi, myli drogę, marudzi na ceny, zachwyca się jedną ulicą, rozczarowuje słynną atrakcją, znajduje dobre jedzenie i czasem siada gdzieś tylko dlatego, że nogi mają już własne zdanie. Takie podróżowanie jest dla mnie ciekawsze niż sterylna lista top 10 atrakcji.

Chcę też uczciwie pisać, kiedy coś mnie nie porwie. Nie każde miasto musi zostać moją miłością. Nie każda stolica będzie miała energię, do której chcę wracać. Ale nawet rozczarowanie jest informacją. Czasem uczy więcej niż zachwyt, bo zmusza do pytania: czy to miasto naprawdę było słabe, czy ja przyjechałam w złym momencie, z błędnym planem i zbyt dużymi oczekiwaniami?

Co może pójść nie tak?

Wszystko, oczywiście. Budżet może się rozjechać, terminy mogą nie pasować, loty mogą być za drogie, człowiek może się zmęczyć, życie może wejść między plany a mapę. Już dawno przestałam wierzyć w to, że wystarczy bardzo chcieć, a wszystko samo się ułoży. Nie. Trzeba planować, wybierać, czasem odpuszczać, czasem przełożyć wyjazd, czasem przyznać, że w tym miesiącu ważniejsze jest spanie niż kolejne lotnisko.

Może się też okazać, że tempo będzie wolniejsze, niż zakładam. I dobrze. Nie chcę robić z tego projektu kolejnego obowiązku, który ma mnie ścigać. Marzenie ma mnie ciągnąć do przodu, a nie walić po głowie listą zaległości. Jeśli mam zobaczyć wszystkie stolice Unii Europejskiej przed 35 urodzinami, chcę po drodze naprawdę coś przeżyć, a nie tylko dowieźć wynik.

Największym ryzykiem jest chyba to, że sama zepsuję sobie radość przez nadmierną ambicję. Znam siebie. Potrafię zamienić piękny plan w projekt z deadline'em, tabelką i poczuciem winy. Dlatego zapisuję to tutaj trochę jako przypomnienie: nie o to chodzi. Chodzi o podróże, nie o raport końcowy.

Dlaczego akurat 35 urodziny?

Lubię daty graniczne, nawet jeśli są trochę umowne. 25 urodziny były kiedyś świetnym punktem mobilizacji, bo miałam poczucie, że zamykam pewien etap młodości, studiów, tanich lotów i szalonego kombinowania. 35 brzmi inaczej. Mniej jak wyzwanie rzucone światu, bardziej jak obietnica dana sobie: nie zapomnij o tym, co Cię naprawdę rusza.

Łatwo jest wejść w dorosłość tak skutecznie, że marzenia zaczynają wyglądać jak rzeczy do odłożenia na później. Najpierw praca, potem obowiązki, potem zmęczenie, potem „może kiedyś”. A później mijają lata i człowiek orientuje się, że mapy nadal są piękne, tylko coraz rzadziej się je otwiera.

35 urodziny są dla mnie dobrym horyzontem. Wystarczająco bliskim, żeby nie odkładać planu w nieskończoność, i wystarczająco dalekim, żeby nie robić wszystkiego w pośpiechu. To nie ma być sprint. Raczej seria wyjazdów, które przez kilka lat będą układały się w większą opowieść.

Co chcę z tego mieć poza zdjęciami?

Zdjęcia są cudowne, ale coraz częściej myślę, że najważniejsze rzeczy z podróży wcale nie mieszczą się w galerii. Chcę mieć wspomnienia zwykłych poranków w obcych miastach. Chcę pamiętać zapach piekarni w Lizbonie, zimny wiatr w Helsinkach, pierwsze wrażenie po wyjściu z metra w Sofii, światło w Atenach, zmęczenie w Rzymie, śmiesznie drogą kawę w Kopenhadze i ten moment, kiedy w małej stolicy odkrywa się coś, czego nikt nie wrzuca na pierwsze miejsce w przewodniku.

Chcę też zobaczyć, jak zmieniłam się jako podróżniczka. Kiedyś byłam dumna z tego, ile jestem w stanie znieść, żeby gdzieś pojechać. Teraz bardziej interesuje mnie to, ile jestem w stanie zauważyć. To duża różnica. Mniej adrenaliny, więcej uważności. Mniej opowieści o tym, jak było ciężko, więcej pytań o to, co naprawdę zostało we mnie po danym miejscu.

Może właśnie dlatego ten cel jest dla mnie ważny. Nie dlatego, że lista stolic UE sama w sobie zmienia życie. Nie zmienia. Ale sposób, w jaki będę ją realizować, może dużo powiedzieć o tym, kim jestem teraz i jak chcę podróżować dalej.

Mały plan na start

Nie chcę jeszcze rozpisywać wielkiej tabeli z datami, bo znam życie i wiem, że najlepsze plany lubią się rozsypać po pierwszej promocji lotniczej. Na start chcę zrobić trzy rzeczy. Po pierwsze, spisać wszystkie stolice, w których już byłam i ocenić uczciwie, czy chcę je zaliczyć do projektu, czy wrócić do nich jeszcze raz. Po drugie, wybrać kilka miast na najbliższy rok, najlepiej takich, które da się dobrze ogarnąć weekendowo. Po trzecie, zacząć opisywać ten projekt na blogu, bo wtedy marzenie przestaje być tylko zdaniem w notesie.

Najchętniej zaczęłabym od miast, które są trochę niedoceniane. Ryga, Wilno, Sofia, Bukareszt, Zagrzeb, Bratysława. Nie dlatego, że Paryż czy Rzym mnie nie interesują. Interesują bardzo. Ale największą ciekawość mam teraz tam, gdzie nie wszystko zostało już opowiedziane milion razy tym samym językiem.

Chcę też wrócić do kilku stolic, które widziałam dawno albo zbyt szybko. Berlin zasługuje na więcej niż jeden intensywny przejazd. Wiedeń chciałabym zobaczyć wolniej. Bruksela już zaczęła mi się układać w głowie inaczej niż kiedyś. Sztokholm jest dla mnie osobnym rozdziałem, bo Skandynawia zawsze była w moim życiu czymś więcej niż kierunkiem na weekend.

Niech to będzie marzenie, nie presja

Piszę ten tekst trochę po to, żeby nadać temu planowi kształt. Dopóki marzenie siedzi w głowie, łatwo je przesuwać. Kiedy zostaje zapisane, zaczyna mieć ciężar. Trochę ekscytujący, trochę niewygodny. Od razu pojawia się pytanie: no dobrze, to kiedy pierwszy wyjazd?

Nie chcę jednak robić z tego presji. Podróże mają mnie poszerzać, a nie dokładać kolejny powód do rozliczania samej siebie. Jeśli nie zdążę, świat się nie zawali. Jeśli plan się zmieni, też trudno. Ale chcę spróbować, bo wiem, jak bardzo takie cele potrafią mnie uruchomić. Kiedy naprawdę czegoś chcę, zaczynam widzieć możliwości, których wcześniej nie widziałam.

Tak było z państwami Europy przed 25 rokiem życia. Tak może być teraz ze stolicami Unii Europejskiej przed 35 urodzinami. Może za kilka lat wrócę do tego tekstu z galerią zdjęć, listą miast, kilkoma porażkami logistycznymi i poczuciem, że znowu zrobiłam coś, co kiedyś było tylko zdaniem rzuconym do siebie samej.

Moje marzenie na 35 urodziny

Chcę zobaczyć wszystkie stolice Unii Europejskiej. Nie dlatego, że muszę. Nie dlatego, że ktoś mi za to da medal. Nie dlatego, że liczba miast w tytule wygląda dobrze. Chcę, bo Europa nadal mnie ciekawi. Chcę, bo lubię mieć plan, który wyciąga mnie z codzienności. Chcę, bo wiem, że za każdą nazwą na mapie stoi realne miasto, w którym można się zgubić, zmęczyć, zachwycić, zirytować, zjeść coś dobrego i wrócić trochę inną osobą.

Kiedyś napisałam, że jestem trochę zlepkiem wszystkich miejsc, które odwiedziłam. Nadal tak czuję. Każdy wyjazd coś dokłada: czasem wspomnienie, czasem lekcję, czasem dystans, czasem odwagę, czasem zwykłą radość, że znowu udało się ruszyć. Może stolice Unii Europejskiej będą kolejną warstwą tego zlepku.

I jeśli ktoś powie, że to głupie, płytkie albo zbyt konkretne jak na marzenie, trudno. Ja lubię marzenia, które da się zamienić w bilety, mapy, notatki, zdjęcia, teksty i zmęczone nogi. Na 35 urodziny chciałabym spojrzeć na mapę Unii Europejskiej i wiedzieć, że za każdą stolicą mam własną historię. Nie idealną. Nie kompletną. Moją.

Komentarze

  1. Lista imponująca i większość po namyśle też chciałabym zobaczyć. Byłam w kilku i najlepiej wspominam Paryż. Piękne uliczki, rozkład, podział na dzielnice itp. Chciałabym tam kiedyś wrócić.
    Piękne masz marzenia i dobrze, że je masz! Życzę Ci ich spełnienia!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Witaj!
    No powiem, że piękny masz plan na prezent na 35 urodziny. Aż sama chętnie bym wybrała się z Tobą w taką podróż, chociaż już dawno skończyłam 35 lat 😁 trzymam kciuki za każdą z tych zaplanowanych przez Ciebie wycieczek aby wyszły tak jak sobie wymarzyłaś. I oczywiście będę zaglądać do Ciebie, żeby obejrzeć rezultaty Twoich planów.
    Gorące uściski 😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie polecam, chętnie bym wzięła ze sobą kolejne osoby, a wiek nie ma znaczenia!

      Usuń

Prześlij komentarz