Jak podróżować mając mikro budżet i wielką potrzebę wyjazdów

Mnie bardziej niż stan konta interesuje ciągle jedno pytanie: gdzie jeszcze da się polecieć za mniej niż koszt weekendu w Polsce? Bo Polska, wbrew pozorom, wcale nie jest taka tania.

Nie mam dużych pieniędzy. Mam za to internet, konto na Skyscannerze, bardzo elastyczne standardy snu, a czasem po prostu brak standardów snu, i dziwną gotowość do lotu o 4:50 rano z lotniska oddalonego o pół kraju. Jeśli tylko znajdę połączenie PKP, jestem w stanie uznać to za plan. W desperacji dochodzi jeszcze autostop, chociaż ta ostatnia opcja brzmi dziś średnio bezpiecznie i nie będę mówić, że polecam ją każdemu.

Podróżowanie na małym budżecie i spontaniczne tanie loty po Europie
Era tanich lotów, dziwnych przesiadek i bardzo ambitnych planów logistycznych.

Lata 2014-2015 były jednym z najbardziej intensywnych i najfajniejszych okresów mojego podróżowania. Do ideału było baaardzo daleko, ale miałam wtedy absurdalnie wysoki poziom determinacji i bardzo niski próg weryfikacji dla logistycznych pomysłów, które rozsądna osoba odrzuciłaby po trzech minutach.

Jeśli lot kosztował 59 zł, a jedyny sensowny dojazd na lotnisko zakładał pobudkę o 1:30 w nocy, moja reakcja nie brzmiała „to bez sensu”, tylko „dobra, sprawdźmy jeszcze Flixbusa”.

Tanie podróżowanie zaczyna się od dziwnych kompromisów

Najtańszy lot prawie nigdy nie jest najwygodniejszy. Tani lot oznacza zwykle dziwną godzinę, dalekie lotnisko, przesiadkę, nocny autobus albo powrót w poniedziałek o takiej porze, że człowiek zaczyna negocjować sam ze sobą sens życia.

Ale jeśli bilet kosztuje mniej niż weekendowy wyjazd nad polskie morze, nagle robię się bardzo wyrozumiała. Lotnisko oddalone o pół kraju? Da się. Wyjazd pociągiem dzień wcześniej? Da się. Spanie kilka godzin? Jakoś się przeżyje. Mały plecak zamiast walizki? Proszę bardzo, i tak połowy rzeczy potem nie używam.

Nie podróżuję luksusowo, podróżuję kombinacyjnie

Moje podróże bardzo rzadko zaczynają się od romantycznego „od dawna marzę o tym miejscu”. Częściej zaczynają się od: czemu lot do Mediolanu kosztuje dziś 48 zł i czy da się z tego zrobić sensowny plan.

Noclegi wybieram proste. Czasem dalej od centrum, czasem z cienkimi ścianami, czasem takie, które na zdjęciach wyglądały trochę lepiej niż w rzeczywistości. Ale jeśli jest czysto, bezpiecznie i da się dojechać komunikacją miejską, to naprawdę nie potrzebuję marmurów w łazience.

Jedzenie też było częścią kalkulacji. Potrafiłam zrobić śniadanie z marketu, cały dzień chodzić po mieście, a wieczorem wydać pieniądze na jedną rzecz, której naprawdę chciałam spróbować. Priorytety były jasne: nie będę dopłacać do hotelowego śniadania, ale za dobre cannoli już tak.

Największy luksus to dla mnie możliwość pojechania

Wiem, że to brzmi trochę jak usprawiedliwianie wszystkich niewygód, ale naprawdę tak to czułam. Wolałam tańszy nocleg i dłuższą drogę na lotnisko niż siedzenie w domu i czekanie na idealny moment, idealny budżet i idealne warunki.

Idealne warunki jakoś nigdy nie przychodzą same. Zawsze jest coś: za mało pieniędzy, za mało czasu, ktoś nie może jechać, pogoda nie taka, bilety drogie, urlop niepewny. Gdybym czekała, aż wszystko się ułoży, pewnie nie zobaczyłabym połowy miejsc, które już mam za sobą.

Czego nauczyły mnie tanie wyjazdy?

Po pierwsze - że bardzo dużo da się zrobić, jeśli człowiek przestanie traktować wygodę jak warunek konieczny.

Po drugie - planowanie było czasem połową zabawy. Siedziałam po nocach i sprawdzałam, czy da się połączyć tani lot, sensowny nocleg i powrót, który nie kończy się płaczem na lotnisku. Czasem się dało. Czasem kończyło się dokładnie płaczem na lotnisku, ale nadal warto było sprawdzić.

Nauczyłam się też, że naprawdę dużo miejsc jest bliżej finansowo, niż ludziom się wydaje. Czasem weekend w europejskiej stolicy wychodził mnie taniej niż kilka dni nad polskim morzem. Tylko wymagało to większej elastyczności i mniejszego przywiązania do komfortu.

Czy polecam taki styl każdemu?

Nie.

Jeśli ktoś potrzebuje spokojnego snu, pewnych godzin, dużej walizki i planu bez niespodzianek, to moje pomysły mogą brzmieć jak kara, a nie wakacje.

Ale dla mnie ten etap miał ogromny sens. Chciałam zobaczyć jak najwięcej, dopóki miałam w sobie tę energię. Korzystałam z tanich lotów, wolnych dni, okazji i dziwnych połączeń, zanim życie zrobiło się trochę bardziej uporządkowane.

Może za kilka lat będę podróżować inaczej. Pewnie wygodniej, rozsądniej i z większym szacunkiem do własnego kręgosłupa.

Ale dziś nadal potrafię otworzyć Skyscanner o północy, zobaczyć absurdalnie tani lot i pomyśleć dokładnie to samo co wtedy: no dobra... to jak ja tam dojadę?

Komentarze