
Czy polskie morze naprawdę musi oznaczać parawany, gofry co 20 metrów i deptak, na którym trudno przejść bez ocierania się o cudze ręczniki? Nie musi. Trzeba tylko przestać zaczynać planowanie od największych kurortów i spojrzeć na mniejsze miejscowości, gdzie plaża nadal jest plażą, a nie polem walki o metr piasku.
Nie będę udawać, że w lipcu i sierpniu nad Bałtykiem znajdziecie pustkę absolutną. To się zdarza raczej o świcie, przy gorszej pogodzie albo poza sezonem. Są jednak miejsca, w których łatwiej oddychać, łatwiej dojść do wody i łatwiej mieć poczucie, że przyjechało się nad morze, a nie do wakacyjnego centrum handlowego pod chmurką.
Dąbki, jezioro Bukowo i mniej krzyku niż w dużych kurortach
Dąbki są dobrym przykładem miejscowości, która ma więcej do zaoferowania niż samą plażę. Z jednej strony jest Bałtyk, z drugiej jezioro Bukowo, więc można jednego dnia iść nad morze, a drugiego wybrać rower, spacer albo sporty wodne. Dąbki mają też status uzdrowiska, więc nie są tylko sezonową wioską z budkami z frytkami.
Najbardziej podoba mi się w nich to, że są nadmorskie, ale nie próbują udawać wielkiego kurortu. Plaża jest szeroka, okolica bardziej rodzinna, a przy dobrym planowaniu da się znaleźć trochę spokojniejszy rytm. W sezonie ceny noclegów potrafią oczywiście urosnąć, ale poza wakacjami robi się dużo przyjemniej i taniej.
Poddąbie taka mała miejscowość pod klifem
Poddąbie to propozycja dla osób, które wolą mniejszą skalę. Nie jedzie się tam po wielką promenadę, tylko po plażę, las i spacery. Okolica ma bardziej kameralny charakter, a zejścia nad morze prowadzą przez nadmorski krajobraz, który daje trochę więcej przyjemności niż standardowa droga między budkami z pamiątkami.
To miejsce dla tych, którzy lubią mieć pod ręką naturę, a nie listę atrakcji na każdy wieczór. Jeśli potrzebujesz dyskotek, lunaparku i deptaka pełnego bodźców, Poddąbie może wydać się za ciche. Jeśli chcesz odpocząć od hałasu, to właśnie cisza będzie największym argumentem.
Pleśna - plaża dla tych, którzy nie potrzebują całej infrastruktury
Pleśna, między Ustroniem Morskim a Gąskami, jest jednym z takich miejsc, gdzie nad morze jedzie się naprawdę nad morze. Nie po dziesięć atrakcji obok siebie, tylko po spacer, piasek i widok. Trzeba zaakceptować, że infrastruktura jest skromniejsza, ale właśnie dzięki temu plaża nie ma takiego ciężaru typowego kurortu.
To dobry kierunek na spokojniejszy wyjazd, szczególnie poza ścisłym sezonem. W lipcu nadal mogą być ludzie, bo Bałtyk nie jest prywatną tajemnicą, ale skala miejscowości jest zupełnie inna niż w największych wakacyjnych punktach.
Lubiatowo i Kopalino zaprasza las, szeroka plaża i więcej przestrzeni
Lubiatowo i Kopalino często pojawiają się razem, bo leżą blisko siebie i mają podobny charakter. To nie są miejsca dla osób, które chcą wyjść z pokoju prosto na hałaśliwy deptak. Tutaj ważniejszy jest las, dojście na plażę i poczucie większej przestrzeni.
Trzeba tylko uczciwie powiedzieć: do plaży bywa kawałek. Dla jednych to minus, dla innych najlepszy filtr na tłumy. Jeśli ktoś chce mieć morze pod samym nosem, może narzekać. Jeśli ktoś lubi przejść przez las i dopiero potem wyjść na szeroki piasek, będzie zadowolony.
Piaski czyli koniec Mierzei Wiślanej
Piaski leżą na wschodnim krańcu Mierzei Wiślanej, dalej niż Krynica Morska, i już samo ma efekt mniej turystyczny. Nie jest to miejsce przypadkowe po drodze. Trzeba tam naprawdę dojechać, a to zwykle oznacza trochę mniej osób, które trafiają tu tylko przy okazji.
Największy plus Piasków to położenie między Bałtykiem a Zalewem Wiślanym. Miejscowość jest mała, plaża blisko, a całość ma bardziej spokojny, końcowy charakter. Jakby droga dalej już nie musiała niczego udowadniać. W sezonie działa infrastruktura plażowa, ale nie jest to klimat wielkiego kurortu.
Kiedy jechać, żeby uniknąć tłumów?
Najlepszy czas na spokojniejszy Bałtyk to czerwiec przed końcem roku szkolnego, wrzesień i ciepłe weekendy w maju. Wtedy noclegi zwykle są tańsze, plaże mniej zatłoczone, a miejscowości nie działają jeszcze na pełnych wakacyjnych obrotach. Październik też bywa świetny, jeśli nie zależy Ci na kąpieli, tylko na spacerach, powietrzu i widoku morza bez tłumu.
W lipcu i sierpniu nadal warto wybierać mniejsze miejscowości, ale nie oczekiwałabym cudów. Różnica polega raczej na tym, że zamiast tłumu jak w największych kurortach masz normalny wakacyjny ruch. To już potrafi zrobić ogromną różnicę.
Ceny nad morzem w małych miejscowościach
Małe miejscowości nie zawsze oznaczają tanio, szczególnie jeśli nocleg jest ładny, blisko plaży i rezerwowany na ostatnią chwilę. Największą różnicę robi termin. Poza sezonem ceny potrafią spaść wyraźnie, a wybór noclegów jest większy. W sezonie lepiej rezerwować wcześniej i sprawdzać nie tylko odległość od morza, ale też dojście na plażę.
Przy jedzeniu warto założyć, że ceny w popularniejszych punktach będą wakacyjne niezależnie od wielkości miejscowości. Najprostszy sposób na rozsądniejszy budżet to nocleg z aneksem, śniadania robione samodzielnie i jedzenie na mieście wtedy, kiedy naprawdę masz ochotę, a nie trzy razy dziennie z braku planu.
Gdzie pojechałabym najpierw?
Jeśli miałabym wybrać jedno miejsce na spokojniejszy start, postawiłabym na Dąbki albo Lubiatowo. Dąbki wygrywają tym, że mają i morze, i jezioro Bukowo, więc łatwiej ułożyć kilka dni bez nudy. Lubiatowo daje więcej lasu, przestrzeni i poczucia, że plaża nie zaczyna się od wielkiego deptaka.
Polskie morze nie kończy się na Sopocie, Władysławowie i Łebie. Czasem wystarczy przesunąć palec na mapie o kilka centymetrów, żeby znaleźć Bałtyk spokojniejszy, mniej pokazowy i dużo bardziej znośny dla ludzi, którzy naprawdę chcą odpocząć.
Komentarze
Prześlij komentarz