Z wizytą u Romeo i Julii. Czy Werona naprawdę jest romantyczna?

Z wizytą u Romeo i Julii. Czy Werona naprawdę jest romantyczna?

Pamiętacie mój wylot do Wenecji za 99 zł w dwie strony? No więc miałam wam jeszcze napisać swoje przemyślenia o Weronie, bo skoro już byłyśmy w Wenecji i wracałyśmy dopiero w poniedziałek, szkoda było nie dorzucić do planu jeszcze jednego włoskiego miasta.

Padło na Weronę. Miasto Romea i Julii, nieszczęśliwej miłości, balkonów, liścików, wzdychania i całego tego romantycznego zamieszania, które od wieków działa na ludzi lepiej niż niejeden influencer od relacji.

Tylko pytanie brzmi: czy Werona naprawdę jest romantyczna, czy po prostu bardzo dobrze sprzedała historię, której nawet sama do końca nie posiada?

Werona w XXI wieku

Zastanawiałam się, jak wyglądałoby życie Romea i Julii, gdyby żyli dzisiaj.

Romeo pewnie siedziałby gdzieś z porannym cappuccino, trochę zbyt mocno przejęty własną wrażliwością. Julia miałaby Instagrama, zdjęcia z balkonu, relacje z Werony i podpisy o tym, że „miłość zawsze znajdzie drogę”.

Selfie na balkoniku.

Selfie z własnym posągiem.

Selfie z wybłyszczoną piersią, dotykaną przez miliony turystów, którzy wierzą, że ten gest pomoże im znaleźć prawdziwą miłość.

A Julia? Może miałaby tego serdecznie dość. Może zamiast odpowiadać na liściki zakochanych, uciekłaby z Werony na drugi koniec świata, zablokowała Romea na Facebooku i założyła konto o samotnych podróżach po Azji.

Zwaśnione rody? Dzisiaj pewnie opluwałyby się wzajemnie w komentarzach, robiły screeny i wrzucały pasywno-agresywne posty na stories.

Nie wiem, ale kiedy usiadłam na chwilę na Piazza delle Erbe i patrzyłam na stragany z pamiątkami „Made in China”, wyobraźnia sama zaczęła podpowiadać różne scenariusze.

Jak dojechałyśmy z Wenecji do Werony?

Z Wenecji do Werony pojechałyśmy pociągiem regionalnym ze stacji Venezia Santa Lucia do Verona Porta Nuova.

Podróż trwała około 1,5 godziny, a bilet kosztował mniej więcej 9-10 euro w jedną stronę. Jak na dodatkowe miasto dorzucone do wyjazdu, było to bardzo sensowne.

Z dworca Verona Porta Nuova do historycznego centrum można dojść pieszo w około 20-25 minut. Droga nie jest szczególnie spektakularna na początku, ale prowadzi prosto w stronę Piazza Brà i Areny, więc da się to spokojnie ogarnąć bez kombinowania.

Werona na kilka godzin - bez udawania, że widziałam wszystko

Nie będę udawać, że zrobiłam wielki przewodnik po Weronie i zwiedziłam każdy kościół, muzeum, wieżę, ogród i ukryty dziedziniec.

Miałyśmy kilka godzin.

Chciałyśmy zobaczyć najważniejsze miejsca, połazić po mieście, wypić kawę i sprawdzić, czy Werona ma w sobie coś więcej niż balkon Julii.

Na naszej trasie były:

  • Piazza Brà,
  • Arena w Weronie,
  • Via Mazzini,
  • Dom Julii, czyli Casa di Giulietta,
  • Piazza delle Erbe,
  • okolice Torre dei Lamberti,
  • i trochę zwykłego chodzenia bez planu.

Piazza Brà i Arena w Weronie

Pierwsze mocne wejście Werony to Piazza Brà i ogromna Arena. Rzymski amfiteatr z I wieku naszej ery stoi sobie w środku miasta tak naturalnie, jakby obecność starożytności między kawiarniami była czymś najzwyklejszym na świecie.

Arena w Weronie to jeden z najlepiej zachowanych rzymskich amfiteatrów we Włoszech. Dawniej odbywały się tam widowiska, dziś odbywają się koncerty i słynny festiwal operowy.

Nie weszłyśmy do środka, bo tego dnia nie miałyśmy planu na zwiedzanie wnętrz. Zobaczyłyśmy ją z zewnątrz, obeszłyśmy plac i poszłyśmy dalej.

Na jednodniowy wypad wystarczyło mi samo wrażenie: Werona zaczyna się bardzo porządnie.

Dom Julii, czyli romantyzm zadeptany przez turystów

No i dochodzimy do miejsca, przez które większość ludzi w ogóle kojarzy Weronę.

Casa di Giulietta, czyli Dom Julii.

Największa atrakcja miasta i jednocześnie miejsce, które potrafi skutecznie zabić romantyczną atmosferę, jeśli trafisz tam w środku dnia.

Jest tłum. Jest balkon. Jest posąg Julii. Są ludzie, którzy ustawiają się do zdjęcia i dotykają jej piersi, bo podobno ma to przynieść szczęście w miłości.

Brzmi romantycznie? No właśnie średnio.

Dom Julii i balkon Julii w Weronie
Dom Julii w Weronie - miejsce bardzo znane, bardzo zatłoczone i trochę mniej romantyczne, niż człowiek sobie wyobraża.

Cały ten mit jest zresztą dość umowny. Budynek nie należał do żadnej szekspirowskiej Julii, tylko do rodziny Cappello, której nazwisko skojarzono z Capuletimi. Marketing zrobił resztę.

I trzeba przyznać: zrobił ją skutecznie.

Podwórko jest darmowe, za wejście do środka trzeba zapłacić. Można wejść na balkon, zrobić zdjęcie i przez chwilę poudawać, że jest się Julią. Ja chyba wolę jednak wyobrażać sobie Julię jako dziewczynę, która po zobaczeniu tego tłumu odwraca się na pięcie i idzie na espresso.

Piazza delle Erbe - piękny plac i pamiątki z Chin

Piazza delle Erbe bardzo mi się spodobał, chociaż miałam do niego mieszane uczucia.

Z jednej strony piękna architektura, kamienice, wieża, włoski plac z historią i tym charakterystycznym ruchem miasta.

Z drugiej strony stragany z pamiątkami, które romantyczną Weronę sprowadzają trochę do magnesów, kubków i drobiazgów produkowanych niekoniecznie w cieniu włoskiego balkonu.

Usiadłam tam na chwilę i właśnie wtedy zaczęłam myśleć, że Werona jest piękna, ale chyba wolałabym zobaczyć ją 200 lat temu. Bez tłumu, bez całej tej turystycznej scenografii, bez kolejki do Julii.

Ponieważ nie mam wehikułu czasu, zostało mi robić to, co zwykle: patrzeć uważnie i próbować wyłapać coś prawdziwego między warstwami turystycznego lukru.

Czy Werona jest romantyczna?

I tu dochodzimy do najważniejszego pytania.

Czy Werona naprawdę jest romantyczna?

Moim zdaniem: tak, ale niekoniecznie tam, gdzie wszyscy każą ci tej romantyczności szukać.

Nie znalazłam jej pod balkonem Julii. Tam było za dużo ludzi, za dużo rąk na posągu, za dużo pozowania i za mało oddechu.

Romantyczna była raczej sama myśl, że przez tyle lat ludzie przyjeżdżają do miasta z powodu historii, która nawet nie musiała wydarzyć się naprawdę.

Romantyczne były uliczki, kiedy odchodziło się od tłumu.

Romantyczny był cień na placu, kawa wypita bez pośpiechu i to włoskie poczucie, że nawet jeśli plan jest głupi, to przynajmniej jest ładna pogoda i można zamówić espresso.

Werona nie jest dla mnie miastem wielkiego romantycznego uniesienia. Bardziej miastem, które trochę kpi z romantycznych oczekiwań, a potem i tak potrafi się spodobać.

Czy warto jechać do Werony z Wenecji?

Tak, jeśli masz dodatkowy dzień albo chociaż kilka godzin.

Werona jest spokojniejsza niż Wenecja, łatwiejsza do ogarnięcia pieszo i przyjemna jako kontrast po kanałach, mostkach i tłumach.

Nie powiedziałabym, że Werona skradła mi serce bardziej niż Wenecja. Nie będę udawać wielkiego olśnienia.

Ale bardzo się cieszę, że ją zobaczyłam.

Zwłaszcza że był to jeden z tych wyjazdów, które zaczynają się od taniego biletu, egzaminu na horyzoncie i telefonu do koleżanki, a kończą się kawą w Weronie i rozważaniami, czy Julia w XXI wieku na pewno miałaby ochotę odpisywać na te wszystkie listy.

Komentarze