Z Wiedniem jest tak, że samo miasto łatwo zaszufladkować. Idealne na listę city breaks z Polski w inne miasta europy. Ma swoją markę.
Pałace, opera, eleganckie kamienice, Mozart na magnesach i obowiązkowe zdjęcie pod Schönbrunnem. Jasne - to wszystko tam jest. Ale po moim ostatnim weekendzie pamiętam przede wszystkim coś dużo bardziej przyziemnego: ile dobrego jedzenia tam zjadłam.
Wiedeń kulinarnie zaskoczył mnie bardziej, niż zakładałam. Myślałam, że skończy się na klasycznym sznyclu, kawie i torcie Sachera, a finalnie wróciłam z listą miejsc zapisanych na kolejną wizytę i lekkim kryzysem po próbie dopięcia spodni po powrocie.
Jeśli planujesz weekend w Wiedniu i zastanawiasz się, czego spróbować - oto mój bardzo subiektywny food diary.
Od czego zaczęłabym jedzenie w Wiedniu?
Wiedeń ma kuchnię ciężką, konkretną i zupełnie nieskrępowaną tym, że ktoś może właśnie próbować „jeść lekko”. Dużo tu panierki, masła, sera, mięsa, klusek, zup, śmietany, cukru pudru i ciast, które udają niewinne tylko do pierwszego kęsa.
Najlepiej ułożyć sobie jedzenie trochę jak trasę zwiedzania. Coś szybkiego między muzeami, coś ciepłego na obiad, kawa z deserem po południu i jeden większy klasyk na wieczór. Inaczej bardzo łatwo popełnić mój błąd: zjeść za dużo pierwszego dnia i drugiego żałować swoich decyzji logistycznych.
Na szybko między zwiedzaniem - Käsekrainer, czyli kiełbaska z serem
Zanim przejdziemy do eleganckich restauracji i deserów - trzeba zacząć od czegoś bardzo wiedeńskiego, czyli Würstelstand.
Würstelstand to budka z kiełbaskami. Niby nic wielkiego, a w Wiedniu to prawie instytucja. Mieszkańcy wpadają tam po pracy, po imprezie albo między jedną sprawą a drugą. Turyści stoją w kolejce, bo przy niektórych budkach kolejka wygląda jak dodatkowa atrakcja miasta.
Najbardziej klasyczna opcja to Käsekrainer, czyli kiełbaska z kawałkami sera w środku. Po przekrojeniu ser wypływa i człowiek od razu rozumie, że to danie nie powstało z myślą o lekkim lunchu.
Käsekrainer kojarzy się z Austrią bardzo mocno, choć samo danie nie jest stare jak cesarstwo. Popularność zdobyło dopiero w drugiej połowie XX wieku. I bardzo dobrze, bo czasem najlepsze miejskie jedzenie nie musi mieć pięciuset lat historii. Wystarczy, że dobrze smakuje, kiedy jesz je na stojąco.
W podanym fragmencie po niemiecku pojawia się Bitzinger, czyli jedna z najbardziej znanych budek z kiełbaskami w Wiedniu. Sens tej rekomendacji jest prosty: nie zrażaj się kolejką, bo kilka minut czekania przy takim jedzeniu naprawdę nie boli.
Brezn - precel, który ratuje między posiłkami
Brezn to precel, który znajdziesz w Austrii i Bawarii. Miękki w środku, lekko chrupiący na zewnątrz, zwykle posypany grubą solą.
Nie będę udawać, że precel zmienił moje życie. Ale podczas intensywnego zwiedzania ma ogromną zaletę: da się go zjeść szybko, bez talerza, bez rezerwacji i bez analizowania menu przez 20 minut.
Historycznie precle są związane z kuchnią niemieckojęzyczną i klasztorną tradycją wypieków. Dziś są raczej codzienną przekąską, którą kupujesz wtedy, kiedy głód dopada cię między jednym muzeum a drugim.
Frittatensuppe - rosół z paskami naleśników
Frittatensuppe to klarowny bulion, najczęściej wołowy, z cienko pokrojonymi paskami naleśników. Po polsku najprościej powiedzieć: rosół z naleśnikami.
Brzmi trochę jak pomysł osoby, która miała w lodówce resztki i postanowiła udawać, że to tradycja. A jednak w Austrii to bardzo klasyczna zupa, często podawana jako pierwsze danie.
To dobry przykład kuchni, która nie próbuje nikogo oczarować wyglądem. Ma być ciepło, prosto, konkretnie. I działa.
Wiener Schnitzel - tak, jest turystyczny, ale nadal warto
Nie będę udawać, że odkryłam jakąś niszową perełkę, bo będąc pierwszy raz w Wiedniu naprawdę chciałam zjeść klasyczny Wiener Schnitzel.
Wiener Schnitzel to cienko rozbity kotlet cielęcy w panierce. W klasycznej wersji podawany jest z cytryną, sałatką ziemniaczaną albo ziemniakami z pietruszką.
Ważna rzecz: jeśli w menu widzisz prawdziwy Wiener Schnitzel, powinien być z cielęciny. Jeśli jest z wieprzowiny, restauracja zwykle musi to zaznaczyć jako „Schnitzel Wiener Art”, czyli sznycel w stylu wiedeńskim.
To trochę jak pojechać do Neapolu i nie zjeść pizzy.
Czy był to najbardziej odkrywczy posiłek mojego życia? Nie.
Czy zjadłabym go ponownie? Zdecydowanie tak.
Käsespätzle - kluseczki z serem i cebulką
Käsespätzle to małe kluseczki zapiekane albo mieszane z serem i podawane z prażoną cebulką. Najprostsze tłumaczenie? Austriacko-alpejska odpowiedź na makaron z serem.
To danie jest popularne w Austrii, południowych Niemczech, Szwajcarii i Liechtensteinie. Bardziej kojarzy się z regionami alpejskimi niż samym Wiedniem, ale w austriackich restauracjach pojawia się bardzo często.
Jeśli lubisz sery, kluchy i jedzenie po którym organizm wysyła komunikat „usiądźmy na chwilę”, to jest bardzo dobry trop.
Kaiserschmarrn - deser, który wygląda niepozornie
Gdy pierwszy raz zobaczyłam Kaiserschmarrn, pomyślałam: czyli po prostu porwany naleśnik?
Trochę tak.
A potem dostajesz puszyste kawałki ciasta, cukier puder, mus jabłkowy albo śliwkowy i nagle okazuje się, że ten deser jest absurdalnie komfortowy.
Nazwa Kaiserschmarrn oznacza mniej więcej „cesarski bałagan”. Najczęściej łączy się go z cesarzem Franciszkiem Józefem I, choć jak przy wielu legendach kulinarnych, wersji historii jest kilka.
Porcje są zwykle ogromne, więc jeśli planujesz jeszcze kolejne przystanki kulinarne tego dnia, lepiej zamówić jedną porcję na dwie osoby. Sprawdziłam to na własnym żołądku.
Apfelstrudel - strudel jabłkowy
Apfelstrudel to jeden z najbardziej klasycznych austriackich deserów. Cienkie ciasto, jabłka, cynamon, czasem rodzynki, a do tego sos waniliowy albo bita śmietana.
Strudel kojarzy się z Austrią, ale jego historia pokazuje, jak bardzo kuchnia wiedeńska jest mieszanką wpływów dawnego imperium. Cienkie, rozciągane ciasto ma kulinarne pokrewieństwo z wypiekami znanymi z kuchni osmańskiej i środkowoeuropejskiej.
Dla mnie to deser znacznie bardziej „codzienny” niż tort Sachera. Mniej pomnikowy, mniej napompowany legendą, za to bardzo dobry do kawy.
Topfenstrudel - strudel twarogowy
Topfenstrudel to strudel z twarogowym nadzieniem. „Topfen” oznacza twaróg, choć ten austriacki ma trochę inną strukturę niż polski twaróg z kostki, który kruszy się po całej kuchni, kiedy człowiek próbuje zrobić z nim cokolwiek eleganckiego.
Ten deser był dla mnie ciekawszy niż zakładałam. Jest mniej oczywisty niż Apfelstrudel, bardziej kremowy i trochę bardziej sycący.
Jeśli miałabym wybierać jeden strudel do kawy, chyba właśnie ten zapisałabym wyżej na liście.
Sachertorte - musiałam sprawdzić, o co tyle hałasu
Tak, poszłam na Sachertorte.
Tak, wiem że istnieje odwieczna wojna o to, czy lepsza jest wersja z Hotelu Sacher czy z Demel.
Oczywiście poszłam sprawdzić to sama, bo internetowe wojny o ciasto to zdecydowanie nisza, w którą łatwo mnie wciągnąć.
Sachertorte to czekoladowy tort z cienką warstwą konfitury morelowej i czekoladową polewą. Powstał w XIX wieku i jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych deserów Wiednia.
Jeśli lubisz bardzo słodkie desery i czekoladę, prawdopodobnie będziesz zachwycona. Ja bardziej doceniłam sam klimat wiedeńskich kawiarni niż fakt, że jadłam najlepsze ciasto życia.
Najbardziej zapamiętałam nie samo ciasto, tylko klimat tych miejsc - marmurowe stoliki, kelnerów w eleganckich uniformach i poczucie, że nikt cię nie pogania.
Wiedeńskie kawiarnie to osobna atrakcja
Nawet jeśli nie jesteś ogromną fanką deserów, warto po prostu wejść do klasycznej kawiarni.
Kelnerzy w garniturach, marmurowe stoliki, gazety, starsi mieszkańcy siedzący godzinami przy kawie.
To nie jest miejsce typu „wejdź, wypij latte na szybko i uciekaj”.
To bardziej rytuał.
I bardzo podoba mi się to, że w Wiedniu nadal da się ten klimat poczuć.
Nowocześniejsze restauracje też warto sprawdzić
Tego akurat się nie spodziewałam.
Obok klasycznych kawiarni i restauracji działa masa nowoczesnych miejsc brunchowych, wine barów i restauracji, które kompletnie nie pasują do stereotypowego obrazu Wiednia jako miasta tortu Sachera i Mozarta.
Od śniadań, przez kuchnię azjatycką, po restauracje fine dining.
Jeśli jedziesz na weekend, warto zostawić miejsce nie tylko na tradycyjne dania.
Ja popełniłam klasyczny błąd: zjadłam za dużo klasyków pierwszego dnia i drugiego żałowałam swoich decyzji logistycznych.
Czego spróbować w Wiedniu?
- Käsekrainer - kiełbaska z serem, typowa dla wiedeńskich budek z jedzeniem.
- Brezn - precel, dobra przekąska między zwiedzaniem.
- Frittatensuppe - bulion z cienkimi paskami naleśników.
- Wiener Schnitzel - klasyczny wiedeński sznycel, najlepiej z cielęciny.
- Käsespätzle - kluseczki z serem i prażoną cebulką.
- Kaiserschmarrn - puszysty, porwany naleśnik z cukrem pudrem.
- Apfelstrudel - strudel jabłkowy.
- Topfenstrudel - strudel z twarogiem.
- Sachertorte - czekoladowy tort z konfiturą morelową.
- Wiener Melange - wiedeńska kawa z mlekiem, trochę jak lokalna kuzynka cappuccino.
Czy Wiedeń jest dobrym miastem na foodie weekend?
Moim zdaniem tak - szczególnie jeśli lubisz miks klasyki i nowych miejsc.
Możesz rano siedzieć w cesarskiej kawiarni, później zjeść ogromny sznycel, a wieczorem iść do nowoczesnego wine baru.
I właśnie to lubię w Wiedniu najbardziej - z jednej strony jest elegancki i momentami bardzo klasyczny, z drugiej potrafi pozytywnie zaskoczyć kulinarnie.
Wróciłam z pełnym brzuchem, listą kolejnych restauracji do odwiedzenia i bardzo silnym przekonaniem, że dieta zawsze dziwnym trafem zaczyna się dopiero po powrocie do domu.
Komentarze
Prześlij komentarz