Na blogu będzie dużo drogi, zdjęć, miejsc wyciągniętych z mapy i historii, które nie zaczynają się od wygodnego hotelu ani planu rozpisanego przez biuro podróży. Będzie też trochę mnie, bo trudno pisać o podróżach i udawać, że człowiek nie zabiera w nie całego swojego charakteru, nerwów, zachwytów, pomyłek i uporu.
Chcę pisać o życiu, w którym nie każdy musi od razu marzyć o kredycie, ślubie, dzieciach i niedzielnym obiedzie przy stole, przy którym wszyscy udają, że tak właśnie wygląda szczęście. Mnie bardziej rusza ciężar plecaka na ramionach, bilet w ręce i świadomość, że za chwilę będę gdzieś, gdzie nie znam ulic, cen, zapachów ani zasad. W takim życiu jest mniej wygody, ale więcej powietrza.
Sporo miejsca zajmie też Italia, bo spędziłam tam kawał życia i właśnie tam mocniej zrozumiałam, że podróżowanie nie jest dodatkiem do życia, tylko jego najlepszą częścią. Włochy są mi bliskie z wielu powodów i pewnie jeszcze nieraz do nich wrócę w tekstach. Nie tylko do Rzymu, Mediolanu czy Rimini, bo te nazwy każdy zna i każdy potrafi wskazać na pocztówce. Bardziej interesują mnie miejsca mniej oczywiste, schowane, często piękniejsze od tych, które sprzedaje się turystom jako obowiązkowy punkt programu.
Chcę pokazać życie inne niż klasyczna wyliczanka: studia, praca, ślub, dzieci, kredyt, kolejne rachunki, zmęczenie od rana do nocy i urlop raz w roku, najlepiej wtedy, kiedy szef łaskawie pozwoli. Nie twierdzę, że każdy ma rzucać wszystko i biec na lotnisko. Twierdzę tylko, że istnieją inne wersje życia i warto przynajmniej sprawdzić, czy ta najbardziej popularna naprawdę jest nasza.
Pewnie wielu osobom taki sposób myślenia będzie przeszkadzał. Trudno. Najważniejsze jest dla mnie życie w zgodzie ze sobą, nawet jeśli komuś nie pasuje mój brak zachwytu nad standardowym pakietem dorosłości. Szczęście nie bierze się z odhaczania cudzych oczekiwań. Najpierw trzeba mieć je w sobie, dopiero potem można dawać coś sensownego innym.
Komentarze
Prześlij komentarz